Canon EOS R – pierwsze wrażenia

2C4A7624
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Jestem w zakupach sprzętowych niezmiernie racjonalny – dlatego sam z trudem wyjaśniam sobie jak EOS R wygrał w moich planach inwestycji sprzętowych z innymi kandydatami: używanym 1 DX mk II, nowym 5D mk IV lub wersją oszczędnościową – używanym Canonem 5D mk III.

To chyba nie była racjonalna decyzja, ale przed nią miałem EOSa R w łapach – elektroniczny wizjer, szybkość autofokusa i jakość obrazka mnie oczarowały. Dla kogoś kto pięć i pół roku jako głównego body używał Canona 6D a przedtem pracował na 5D mk I, 30D i 400D elektroniczny wizjer wydał się cudem.

2C4A2859
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Nie chodzi o elektroniczny wizjer – chodzi o podgląd zdjęcia zanim się je zrobi. O dużo lepszą kontrolę nad tym co się zrobi.  Najprościej wytłumaczyć to tak: w lustrze widzimy to co jest przed obiektywem „zniekształcone/upiększone” przez obiektyw. W bezlustrze widzę to, co jest na matrycy, czyli faktyczny obrazek jaki zarejestruje aparat (problem pojawia się, gdy błyskamy, ale o tym potem). To niesamowite ułatwienie w pracy.

Oczywiście po dłuższej praktyce w lustrzance czy innym aparacie wiadomo mniej więcej co wyjdzie przy określonych ustawieniach, ale kto się nigdy nie pomylił, niech pierwszy rzuci szkłem. Ponadto w lustrze przewidujemy co zrobi np. światło wpadające w obiektyw, w bezlustrze to już wiadomo dzięki czemu wszelkiego typu wpadające w obiektyw światełka dużo łatwiej kontrolować.

2C4A1351
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Pierwszy ślub na EOSie R był tak stresujący, że zrobiłem dwa razy więcej zdjęć niż zwykle.  To skutek niepewności powodującej robienie na zapas i na wszelki wypadek.

Inna ergonomia, inne rozmieszczenie przycisków, korzystanie z adaptera utrudniające szybką zmianę szkieł – a pracuję zawsze na jednym body z backupowym w torbie, więc szkłami niemal żongluję.

Do tego przyzwyczajenia – 6D  z gripem i dwoma aku wystarczał mi zwykle na cały dzień pracy. W R zużyłem na pierwszy ślub cztery oryginalne (czyli wydajne) baterie. W lustrzance punkt autofokusa widoczny w wizjerze jest mały przez co mamy wrażenie, że precyzyjny. W eRce – duży (nawet gdy go zmniejszymy), więc wydaje się mniej precyzyjny i człowiek nie ma czasem pewności w co trafił, zwłaszcza z mocno otwartą przysłoną. W lustrzance, przez lata, nabrałem takiej wprawy w szybkiej zmianie obiektywów, że zupełnie nie kusiła mnie popularna  praca na dwa body,  którą swego czasu testowałem i uznałem za dla mnie niewygodną. Co gorsza, bezlustro Canona trzeba do wymiany obiektywu wyłączyć, po wymianie włączyć a czas budzenia się aparatu jest dużo dłuższy niż przypadku lustra. Nie chodzi tylko o to, że jedynie po wyłączeniu opadają kurtyny migawki nieco chroniące matrycę przed brudem i nie tylko. Chodzi o to, że po zmianie szkła bez wyłączenia aparat głupieje i każe mi czyścić czyste styki obiektywu odmawiając z nim współpracy.

Co do pracy na baterii, nie robiłem statystyk, po prostu wyrabiam sobie nowe nawyki, na przykład wyłączam aparat, kiedy go odkładam, czego nie robiłem w lustrze.

2C4A2512
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Nie brakuje mi w eRce joysticka. Z banalnego powodu: w 6D czy 5D też go nie używałem, bo punkty boczne AF były nieużywalne. Przez lata fotografowałem głównie używając punktu środkowego i przekadrowując. Mam ten nawyk tak wpojony, że nawet w R czasem bezwiednie przekadrowuję. Tutaj punktem AF jest dowolne miejsce wybrane na matrycy i joy by się przydał, ale skoro go nie ma, to trzeba sobie radzić pokrętłami, albo dotykając ekranu. Wymaga to zmiany przyzwyczajeń – ale warto. Ciekawym ułatwieniem jest powrót (klawiszem kosza) do środkowego punktu ostrzenia. Można oczywiście wybierać punkt ostrzenia na wyświetlaczu a także pokrętłami, ale żeby aktywować funkcję wybory pokrętłami trzeba nacisnąć mało ergonomicznie umiejscowiony guziczek.

Rozmieszczenie przycisków jest irytujące, ale można się przestawić. Zdarzało mi się przypadkowo włączać filmowanie i szukać w nieskończoność niemal przycisku przy spuście, pod którym mam zmianę ustawienia ISO. Powoli jednak ręka się przyzwyczaja i nawyki się zmieniają.

2C4A7640
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Słynny już dotykowy pasek jest dla mnie  mało praktyczny. Aktywowanie go i nieprecyzyjność skłaniają mnie jedynie do rezygnacji z użytkowania tego gadżetu. Wolałbym w tym miejscu coś co, jak guzik czy pokrętło, potwierdza w sposób wyczuwalny zmianę parametru. Choć taka naprawdę (i to jest głupie) nie przysiadłem do skustomizowania pozwalających na to guzików, ten dotykowy pasek przestawiałem już kilka razy testując na nim różne funkcje. Jakie by one nie były, nie używam jego funkcjo przesuwania a jedynie naciskania na lewą lub prawą stronę. Teraz na przykład przyciśnięcie go po prawej stronie daje automatyczny balans bieli, przyciśniecie ponowne – automatyczny balans bieli z dominantą bieli.

Zacny jest za to górny wyświetlacz, którego trudno nie polubić.

Dopiero po kilku materiałach podczas selekcji zdjęć odkryłem drastyczny efekt rolling shutter pojawiający się podczas fotografowania w trybie migawki elektronicznej. Ktoś w Canonie totalnie nie odrobił lekcji, ta funkcja, migawki elektronicznej tak deformuje obraz, że jest niemal nieużyteczna. Najgorsze jest to, że w sumienie nieco wbrew definicji problemu rolling shutter, Canon zniekształca obraz nawet wówczas, gdy w kadrze nie ma ruchu i w dwóch kolejnych klatkach mamy np ten sam plan główny ale inne krzywizny ścian w tle – absurd zupełny. Przykłady TUTAJ.

2C4A0324
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Nie podoba mi się muszla oczna, właściwie jej górna krawędź, która jest na swój sposób twarda i ostra. Po kilku godzinach pracy czuję nieprzyjemnie na powiece tę muszlę a nigdy z żadnym aparatem nie miałem takich wrażeń. Za to umiejscowienie korekty dioptrii przy muszli wydaje mi się genialne. Uniemożliwia niemal przypadkowe przestawienia korekty, co zdarzało mi się w innych body.

Błyskanie to wyzwanie. Nie widać błysku gdy używa się jednego oka. Nie widać momentu błysku, a że parametry podczas używania fleszy. ustawiam z ujemną korektą zakładającą dodanie do ekspozycji światła flesza w chwili błysku, mam dość ciemny pogląd, nie wiem po prostu czy lampy błysnęły (oczywiście zakładam, że tak – ale wiadomo, że bywa różnie).

Zaskoczyła mnie bardzo sprawna współpraca R ze szkłami Sigmy przez adapter. Używam trzech Artów Sigmy i nie zamierzam się ich na razie pozbywać, bo ceny interesujących mnie obiektywów RF jeszcze są (i długo będą) nienormalne a jedyny bardzo mnie interesujący (70-200) nie miał na razie nawet premiery. Wymiana Sigmy Art 35 na tanią 35 RF da mi tylko lżejsze i ciemniejsze szkło, gorszy moim zdaniem obrazek oraz  wysuwany ryjek obiektywu, który na zawsze już będzie kojarzył mi się z z zasysaniem do szkła brudu.

Ewidentnie jara mnie wielkość bezlustra. Do tego stopnia, że (co mi się niemal nie zdarzało) zabieram aparat na spacery, prywatne wyjazdy itd. Miodem maliną można nazwać zabranie tego body z adapterem i Canonem 40 STM 2,8. Ten śmieszny naleśnik na eRce dostaje skrzydełek a zestaw jest mały i poręczny – czysta przyjemność. Gdyby Canon pomyślał nad serią naleśników RF, uszczęśliwiłby grono użytkowników a bezlustra spełniłyby jeden ze swoich mitów – mit poręcznych, małych aparatów.

ERka zmienia też u mnie podejście do szkieł manualnych, w tym do dosyć trudnego w obsłudze tiltshifta od The Bokeh Factory. Posiadam z tej stajni Zeissa Biometara 80 mm, ktorym łapanie ostrości bywa wkurzające na lustrze. Właście zapinałem go do lustrzanki tylko wówczas, gdy zapinałem  do monitora aparatu viewfinder i korzystałem z pokracznego live view, które po zrobieniu zdjęcia w 6D wygasza na chwilę ekran. Focus peaking w R (z możliwością wybrania koloru płaszczyzny ostrości) ułatwia szalenie pracę manualami. Chociaż muszę zwrócić uwagę na to, że aparat niestety nie chciał współpracować adapterem EOS praktica B z potwierdzeniem ostrości. W Biometarze potwierdzenia nie ma i hula.

Fucus peaking skłonił mnie do zaproszenia do swojej torby Zeissa Planara 50 mm 1,4 ZE, czyli z bagnetem Canona i sterowaniem przysłoną z body. Chodzi cudnie i to szkło mam do body przypięte najczęściej wtedy, gdy bawię się aparatem zamiast nim pracować. Na R zabawy takim szkłem to czysta przyjemność. Wyobrażam sobie „zestaw prywatny” składający się z R, malutkiego (krótkiego) adaptera R/Leica i Voiglandera Noktona 40 mm 1,4. Powinno być to coś bliskiego mojego ideału aparatu z jednym szkłem.

Chora cena gripa do eRki sprawiła, że pracuję bez gripa, co bywa uciążliwe, bo mały palec na body w sumie się nie mieści i turystyczno-prywatna poręczność aparatu staje się nieporęcznością w pracy, gdy jednak używam głównie dużych i ciężkich szkieł z AF. Mam wrażenie, że wówczas ciężar trzymania aparatu spoczywa na palcu serdecznym, zwłaszcza gdy fotografuję jedną ręką z odpalanym zdalnie fleszem trzymanym w drugiej dłoni (i drugim fleszem umocowanym gdzieś w przestrzeni). Mój palec serdeczny tego nie lubi.

Lagi to osobny temat, aparat najpierw irytuje częstym lekkim przemieszczeniem czy też zawieszeniem obrazu następującym po zrobieniu zdjęcia. W dynamicznych sytuacjach jednak jest to coś w rodzaju stopklatki pozwalające na ułamek sekundy zobaczyć klatkę, którą się zrobiło. Całkiem praktyczna rzecz. Z drugiej strony aparat w dynamicznych scenach nie robi zdjęcia od razu, ma jakby małe opóźnienie.

Wciąż nie zbadałem dokładnie tego sprzętu, pracuję nim i w praniu wychodzą różne rzeczy. 6D ewidentnie leży i się kurzy jako backup, poprzedni backup znalazł nabywcę. Tak naprawdę nie przysiadłem do R z instrukcją i nie rozgryzłem wszystkich możliwości sprzętu, bo po prostu nie mam na razie na to czasu. Aparat prawie codziennie pracuje.

Wciąż nie jestem do końca przekonany do R jako aparatu do fotografowania dynamicznych akcji. Za to zachwycony jestem jego pracą i efektami na sesjach i w sytuacjach dających większy komfort czasowy. Tam to raj. Chociaż… podczas jednego wesela postanowiłem się pobawić trybem automatycznego wykrywania twarzy/oka, upatrzywszy sobie efektowną tańczącą parę zamieniającą się w tańcu miejscami, strzeliłem w tym trybie kilkanaście zdjęć. Było ciemno, dwie lampy miałem sterowane z body, żeby obrazek był sensowny. System prawie się nie pomylił i mimo tego, że para non stop zmieniała się miejscami, namierzał sobie twarze i trafiał. Zaskoczyło mnie to bardzo. Jedno ze zdjęć z tej serii poniżej:

2C4A1442
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Świetną zabawą jest też korzystanie z łącza bezprzewodowego i ściąganie czy też przegląd zdjęć na smarfonie czy tablecie. Hula i tyle. Znacznie sprawniej niż np. w 6D z poprzednią aplikacją.

Obrazek jest super, 5D mark IV i tyle. W obróbce można z niego wyciągnąć dużo. Szumy są w tolerancji, choć mam wrażenie, że Nikon 750 D wciąż górą w sprawach wycięgania z ciemności, ale to subiektywne odczucie. Canon 6D nie ma startu do matrycy R, choć wciąż uważam obrazek z niego za świetny.

Na razie tyle wrażeń, ale zakładam, że będę tutaj dopisywał kolejne.

2C4A6919
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

 

Fotografie załączone do tekstu pochodzą z EOSa R i różnych szkieł – Artów 20,35, 80, Canona 135 L oraz Zeissa 50 mm 1,4 ZE.

Może Ci się również spodoba

Share This