Jak wspomóc ostrzenie?

Problemy z wyostrzeniem w odpowiednie miejsce w kadrze miewa każdy. Ale nie każdy sobie z nimi radzi. Nie każdy fotograf i  nie każdy aparat.

Wiele zależy od tego ile i jakich czujników AF mamy w aparacie. Kiedy czytamy specyfikację danego modelu zwykle dowiadujemy się o punktach pionowych i poziomych oraz o nielicznych punktach krzyżowych. Tych ostatnich zwykle jest mało, ale są najważniejsze. Zwykle sprawdza się prosta zasada: im ich mniej, tym tańszy model aparatu.

W wielkim ale czytelnym uproszeniu z tymi punktami to jest tak, że pionowe łatwo łapią ostrość na linie poziome. Poziome – na pionowe, a krzyżowym jest generalnie wszystko jedno. Krzyżowe również często są czulsze i lepiej radzą sobie w trudnych warunkach oświetleniowych.

Praktycznie w każdym modelu lustrzanki na pewno krzyżowym punktem jest środkowy. Dlatego nim najłatwiej złapać ostrość na cokolwiek. Boczne są zwykle bardziej zawodne, bo rzadziej są krzyżowe, zwykle są poziome i pionowe. Skutek jest taki że poziomym punktem trudno wyostrzyć na stertę poziomo ułożonych desek a pionowym – na pionowe linie tego, co chcemy sfotografować.

Dlatego tak wielu fotografów, którzy niegdyś nie mieli tak wielu punktów krzyżowych w swoich wypasionych aparatach, bo nawet te wypasione miały tylko środkowy krzyżowy, ma do dziś nawyk łapania ostrości środkowym punktem i potem dopiero przekadrowywania. Sposób równie prosty co zwodniczy, bo przekadrowując, zwłaszcza w małej odległości od fotografowanego obiektu, zmieniamy płaszczyznę ostrości tak, jak na poniższym obrazku (nie jestem grafikiem, dlatego obrazek taki brzydki).

O ile przy 200 mm, przysłonie F8 i odległości 20 metrów od fotografowanego piłkarza nie zauważymy skutków przekadrowania z jego brzucha na twarz, to z odległości metra z ogniskową 24 mm i przysłoną F 2 ostrość już nam przy przekadrowaniu ucieknie. Oczywiście można wykuć na pamięć przeliczanie głębi ostrości zależnie od ogniskowej, odległości i przysłony, albo nosić w telefonie stosowną aplikację (zapewne istnieje). Ale tak naprawdę a ogniu walki nic tutaj nie zastąpi zwykłego doświadczenia i znajomości swojego sprzętu.

Problem zaczyna się wówczas, gdy chcemy wyostrzyć na jednolitą płaszczyznę bez punktów kontrastowych, linii poziomych, pionowych czy ukośnych. Wtedy AF aparatu potrzebuje jakiegoś punktu zaczepienia. Podobnie jest gdy staramy się wyostrzyć na coś w bardzo kiepskich warunkach świetlnych i czułość punktu AF nie daje rady.

Wtedy z pomocą mogą przyjść wspomagacze AF zamontowane w lampach błyskowych i sterownikach do lamp. W wielu fleszach można po prostu wyłączyć błysk (instrukcja obsługi) i korzystać tylko ze wspomagania autofokusa. Niektóre sterowniki (jak w ST-E2 Canona czy YN-E3-RT Yongnuo – swoją drogą cholera jedna wie dlaczego Canon w swoim E3-RT wspomagania nie włożył, bo za tę absurdalną cenę powinien) mają taką zabawkę wmontowaną na stałe. Biedniejsze korpusy mają też lampki wspomagania AF, ale one bywają zawodne, bo zwykle nie narzucają na fotografowany obiekt linii, tylko go oświetlają, co czasem czujnikom AF nie wystarcza.

Tak wygląda na przykład wspomaganie AF Yongnuo YN-E3-RT (bardzo sensownie wymyślone, linie pionowe i poziome):

#af #assistant #yongnuo #yne3rt #autofocus

A post shared by Fotopestka (@fotopestka) on

Jeśli takie rozwiązanie jest za drogie (sterownik z filmiku kosztuje 400zł), można kupić samo magiczne światełko (tak, oczywiście, że gaśnie ono gdy już robimy zdjęcie) choćby takie jak TO za około 200 zł. W czasach operowania 5D zastanawiałem się nawet nad skombinowaniem spalonej lampy błyskowej, której można by było odrąbać palnik i zrobić z niej sterownik z AF assist. Nie wprowadziłem jednak pomysłu w życie, gdyby ktoś tego dokonał to proszę o cynk.

Może Ci się również spodoba

  • NaPromieniuSwiatla

    extra:) na takim etapie jestem

Share This