Jak zostać orłem?

Zrzut ekranu 2019-02-14 o 10.18.11
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Słyszeliście o „plebiscycie” Orły Fotografii?
Jakiś czas temu pewna firma wymyśliła sobie niezły choć dyskusyjny patent na biznes. Postanowili pozbierać i podliczyć opinie firm fotograficznych z Facebooka i Google a na ich podstawie stworzyć lokalne rankingi najlepszych firm fotograficznych. Tak, potem postanowili zadzwonić do tych, którzy w takim „rankingu” mają najwyższe miejsca i zaproponować im statuetkę czy inny dyplom za 300 czy 500 zł (do mnie dzwonili dwa razy z różnymi ofertami – podziękowałem oferując im statuetkę Orłów Telemarketingu za podobną kwotę).

Można się zżymać, że to naciągactwo i szukanie naiwnych, ale w sumie taki „ranking” jest całkiem wiarygodny, bo przecież opiera się na prawdziwych internetowych ocenach. Nie ma też wątpliwości, że wiele osób statuetkę czy dyplomik sobie kupi i będzie się tym chwalić, aby uwiarygodnić się przed klientami, którzy przecież, nieświadomi faktycznego znaczenia „Orłów fotografii”, mogą być pod wrażeniem „wyróżnienia”.

Prawdopodobnie naiwnych było na tyle dużo, że autorzy „rankingu” postanowili rozmnożyć pomysł i rozprzestrzenić go na inne branże. Niedawno słyszałem o ekspansji na rynek florystyczny i telefonicznym molestowaniu właścicieli kwiaciarni a teraz na stronie „Orłów” widać, że twórcy tego rankingowego biznesu postanowili zarobić co najmniej na kilkudziesięciu branżach. Wkrótce w tym gronie będą nawet „Orły” dekarstwa, obróbki skrawaniem, mycia aut i drapania się po czterech literach.

Popatrzcie na ten screen prezentujący jedynie część branż, których przedstawicieli czeka wkrótce oferta statuetki z dyplomikiem:

Zrzut ekranu 2019-02-14 o 10.34.30
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Nie mam wątpliwości, że w każdej branży znajdą się firmy, które wywalą parę stów na autopromocyjne gadżety potwierdzające już otrzymane od klientów oceny ich działalności.

Czy działalność twórców „Orłów” jest uczciwa? W sumie jest… ale korzysta z ludzkiej naiwności, bo w rzeczywistości włączeni w „rankingi” przedsiębiorcy, o ile zapłacą za jakieś materialne formy potwierdzenia miejsca w rankingu, zapłacą za to, że ktoś podliczył ich oceny z Google i Facebooka (teraz „Orły” są uzupełniane o jakieś inne, mniej znaczące portale z opiniami).

Na koniec trzy informacje na temat sposobu konstrukcji tych „rankingów”:

46792308_973253069552219_241437691009302528_n
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail
  • Kiedy Orły Wyliczania Średniej z Waszych ocen w sieci wciągają Wasze firmy do swojego zestawienia, faktycznie zliczają te oceny. Tutaj nie ma ściemy, jednak dane te nie są potem aktualizowane : )
  • Jeśli nie kupicie sobie od Orłów Tworzenia Rankingów żadnego gadżetu, nie usuną Was z „rankingu” (a w „rankingach” są dane teleadresowe, więc nie jest powiedziane, że jakiś klient z takiego zestawienia do Was nie trafi).
  • Z moich obserwacji wynika, że system zliczający oceny przypisuje je do lokalizacji firmy dzięki czemu na przykład nowa firma czy marka bez internetowych ocen może mieć ich kilkaset tylko dlatego, że jest kolejną w tej samej lokalizacji na mapach Google.

Smutne jest to, że nieświadomi klienci wierzą w takie „rankingi”, bo nie są świadomi faktycznego ich znaczenia. Wiara bywa czasem naiwnością z zasadami. W tym przypadku jednak… bez zasad.

Może Ci się również spodoba

Share This