Sigma 35 mm Art jak koń po westernie

IMG_2079
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Kupowanie używanych szkieł to czasem loteria, ale z drugiej strony niemal zawsze oszczędność. O ile kupowanie dojechanych  eLek Canona to zwykle niewielkie ryzyko (dwudziestoletni 70-200 potrafi chodzić i prawie wyglądać jak nowy a pamiętam też podtopioną 17-35 L 2,8, która chodziła jak złoto), inaczej bywa ze szkłami producentów niezależnych a nawet z Nikonami, którym gumy potrafią wiele.

Zachwycamy się serią Art Sigmy, bo naprawdę daje radę. Pytanie tylko jak te szkiełka będą wyglądały po dwóch trzech latach zawodowej pracy. Mam odpowiedź na to pytanie!

Odpowiedź jest skutkiem konieczności, czyli kupienia używanego szkła za w miarę atrakcyjną cenę. Moją nową Sigmą 35 mm Art (nr seryjny 51943612) cieszy się jakiś złodziej albo nowy nabywca. Trzeba było zaoszczędzić i kolejny egzemplarz kupić taniej. Mam ten luksus, że zupełnie nie boję się używanych szkieł.

No to jest i dzięki temu mogę pokazać Wam jak wygląda i działa 35 Art po 4 latach ciężkiej pracy:

IMG_2083
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Ta Sigma była kupiona na początku 2013 roku w legalnej oficjalnej dystrybucji (niecały rok po premierze) i ostro orana przez fotografa ślubnego. I widać to po niej.

Dwa ślady zużycia najbardziej rzucają się w oczy. Pierwszy to starta farba w miejscu, w którym fotograf trzymał prawdopodobnie kciuk. Nie spotkałem się jeszcze z takim śladem zużycia obiektywu. Fakt, że stare Sigmy z „mechatym” wykończeniem ścierały się paskudnie i używane wyglądają potwornie, ale tutaj jest normalna farba i powinna wytrzymać nieco dłużej moim zdaniem. Tak to wygląda:

IMG_2086
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Druga rzucająca się w oczy wada to luźna guma, która jakby rozciągnęła się wskutek użytkowania (bo chyba nie ze starości. Guma wyłazi więc ze swojego pierwotnego miejsca i nieco zachodzi na to, przed którym powinna się kończyć (widać to na fotce powyżej). Czy to coś zmienia poza faktem, że szybciej trafi ją szlag? Raczej nie. Nie przesuwa się podczas ostrzenia i to jest istotne. Zresztą, tę samą przypadłość miała po pięciu latach użytkowania moja świętej pamięci Sigma 50 mm 1,4 (nie Art). I w jej przypadku była to tylko jedna z wad (w początkach użytkowania zaczęła jej się odkręcać przednia soczewka.

46792308_973253069552219_241437691009302528_n
  • Facebook
  • Twitter
  • Google+
  • Gmail

Fatalnie wygląda też przedni kapsel, choć oczywiście nie ma to najmniejszego znaczenia (być może poprzedni właściciel przygryzał go w stresie, nie wiem). Świetnie za to wygląda osłona przeciwsłoneczna. Widać że była używana, ale przy osłonach do eLek Canona, które po paru miesiącach użytkowania wyglądają ohydnie i są całe porysowane, jest super.

Co jednak jest najistotniejsze?

Zużyta nieco wizualnie Sigma 35 mm Art chodzi jak złoto, ostrzy w punkt, zapiernicza, daje swój śliczny obrazek, wciąż ma niezawodny, szybki i celny autofocus. I to się liczy.

W środku zero paprochów, szkła czyste i bez rys!

Tak naprawdę, choć jak koń po westernie wygląda, jedyny mankament mogący utrudniać pracę to guma, którą z czasem po prostu trzeba będzie wymienić co przynajmniej odrobinę zbliży mnie do świata użytkowników Nikona.

Reasumując: źle nie jest, mogło by być lepiej, ale jak na Sigmę, da się wytrzymać : )

Może Ci się również spodoba

  • Korowiov

    Sprzęt może wyglądać na to, że był przejechany przez pociąg…byle działał dalej jak nowy. L-kę w zasadzie też idzie doprowadzić do podobnego stanu, kwestia wprawy użytkownika 😉

  • Pingback: Melanie Glastrong()

Share This